Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Recki nieoficjalne
Grey
Senior Member
****

Liczba postów: 404
Liczba wątków: 64
Dołączył: Dec 2015
Offline
#1
Recki nieoficjalne
Siemka,



Greyu piszę do Ciebie kilka słów o tym co widziałem, przeżyłem, przemyślałem w trakcie i po snafu delta.



Od jakich 2,5 lat bawię się w asg, czyli niedługo. Po charlie poczułem, że jest to niejako kontynuacja i rozwinięcie mojej starej harcerskiej pasji.

Po charlie - bo tam dotknąłem innego wymiaru asg, innego niż sobotnio - niedzielne "jebanki".



Przyjechałem na deltę sam, mimo tego że wysypała się moja ekipa. trudno zdarza się. Dzięki temu byłem zmuszony wprowadzić na początku zmianę dot. moich oczekiwań - czyli pierwsze wyzwanie. Po drodze zastanawiałem się jak to będzie, bo w przeciwieństwie do charlie nie znałem nikogo z uczestników. Fajnie jest mieć jakąś znajomą gębę obok i w tym momencie zadzwoniłeś czy jedziemy – i to było miłe.



Po przyjeździe zakwaterowanie – dla mnie wporzo, trafiłem do pokoju ekipy z Olsztyna. Naprawdę Ok. mimo tego, a może dzięki temu że graliśmy w przeciwnych zespołach sympatycznie wymienialiśmy się uwagami i dowcipami.



Zajęcia sobota – poruszanie się, natarcie, rto i nawigacja. DR3 czyli zbieranina tych dojechali z ubytkiem. Łącznie było nas 6. na pierwszych zajęciach dali nam 2 z OPFOR-u żeby były dwie sekcje i to też git, bo mogłem podpatrywać weteranów.

Ale po kolei – doprowadzono nas do przecinki przed oblicze Dzikusa, który swoim entuzjazmem oraz wiedzą i doświadczeniem oraz dowcipem był obietnicą ciekawych zajęć. I tak było, mimo tego że przez pierwszą godzinę nasza zbierana ósemka( z mad dogami, element delta + 2 opfor chyba z lanceta) musiała czekać aż druga drużyna łaskawie będzie realizować to co Dziki zaordynował – bo: a to najpierw wybierali d-ców drużyny, potem d-ców sekcji i pieprzyli się z tym jak przedszkolaki… trochę ich poganialiśmy, ale bez skutku, w końcu Dziki widząc nasze zaangażowanie ( a ich opieszałość) olał ich i skoncentrował się na nas i chwała mu za to, bo gdyby próbował dalej coś z nimi zrobić, to pewnie niewiele z tych zajęć byśmy wynieśli i zakończyłyby się porażką. A tak mogliśmy efektywnie poćwiczyć. I na początku tego „naszego” elitarnego treningu przyszedłeś do nas Ty i zapytałeś co się kurwa tu dzieje? a w odp. usłyszałeś że tamci mają swoją wizję i Dziki zajął się nami bo nam się chce a tamtym niekoniecznie. Co było zgodne z prawdą.



I tu 2 grosze ode mnie, bo zacząłeś wypytywać / ochrzaniać Dzikiego dlaczego na to pozwolił, dlaczego ich (DR4) nie wziął w karby dyscypliny, zarządziłeś zbiórkę całości, coś ryknąłeś … po czym wróciliśmy do roboty.

Moim zdaniem raczej nie powinieneś był objeżdżać Dzikiego (szczególnie przy nas kursantach) bo robił naprawdę dobrą robotę – współpracował z grupą – np. w takim zakresie, że chciał omówić wszystkie schematy marszowe, ale na naszą prośbę, że i tak nie przećwiczymy wszystkich i żebyśmy zrobili te najciekawsze, najprostsze i najskuteczniejsze – tak postąpił, również na nasz wniosek żeby przestał cackać się z DR4 – bo są duzi i jak chcą dyskutować zamiast ćwiczyć – to ich decyzja – naprawdę zajął się nami i zrobił to naprawdę nieźle. Chcę tu skrytykować tych co mieli pomagać Dzikiemu i nam kursantom w zajęciach, bo zrobili taką olewkę, musiał ich o wszystko prosić, wołać, w końcu sami mu pomagaliśmy z planszami i resztą. Więc nie należał się Dzikiemu ochrzan od Ciebie – przynajmniej przed grupą. To moja opinia i wcale nie musisz się z nią zgadzać, jednak DR3 między sobą mówiła, że bardziej należał się opierdol dekownikom z DR4 niż Dzikusowi J. Dziki duży plus, mimo tego że za dużo chciał przekazać, mnóstwo miał schematów na tablicach, dużo opowiadał, jednak na naszą prośbę skupił się na 3, 4 wariantach i fajnie je z nami przećwiczył. Jak sobie program usystematyzuje i zrobi selekcję tego co chce przekazać kursantom będzie zajebistym instruktorem. Teraz jest dobrym J.



Następne zajęcia – natarcie, szef Szymon. Bardzo dobry instruktor. Świetnie wspierali go OPFOR. Bardzo dużo się dowiedziałem, nauczyłem i poćwiczyłem – agresja w natarciu, flanowanie, dynamika, zmiana pozycji – włącznie z informacją zwrotną co dobrze, a co do dupy. Miałem również okazję w ostatnim ćwiczeniu poczuć odpowiedzialność dowodzenia, bo Szymon zrobił mnie vipem, którego trzeba było dostarczyć żywego do wyznaczonego punktu i w związku z tym że dowódcy drużyn – Blade i Kiero jakoś nie mieli ducha i pomysłu jak tego vipa doprowadzić do pkt. docelowego w całości, a ja nie miałem ochoty przyjmować na własną dupę kulek ze wszystkich luf zespołu przeciwnego, przejąłem dowodzenie i ustaliłem plan i taktykę działania. Skutek był taki, że w kierunku vipa i jego bezpośredniej ochrony nie została wystrzelona ani jedna kulka i misja została wypełniona. Przy tym zadaniu zajebista była współpraca między vipem i zespołem bezpośredniej ochrony, bo przytomność chłopaków była nieoceniona w sytuacji konieczności zmiany trasy przemarszu.

Tu muszę powiedzieć że dowodzenie to ciężka robota, oj ciężka. Trzeba mieć odwagę, pomysła, odpowiedzialność, i … sporo innych cech. Zajebisty trening. Duży plus.



RTO i nawigacja były zrobione bardzo fachowo i w naprawdę podane w zrozumiały sposób. Duży minus tych zajęć to ograniczenie czasowe – tu uwaga na przyszłość by dokładniej planować czas paneli szkoleniowych.



Wykład dot. walki nocnej – za dużo o sprzęcie, za mało o walce.



Ćwiczenia z walki nocnej - clue programu. Zespół Charlie pod kierunkiem instruktora – no właśnie nie pamiętam jego ksywy – taki z lekko siwiejąca bródką realizował metodycznie założenia powoli wkręcając się w atmosferę. Na początku była obawa, że wejdziemy pod lufy jak to było na snafu charcie, ale okazało się, że nie taki diabeł straszny, bo to my w pierwszym starciu byliśmy pierwsi i chyba wygraliśmy.

Potem było gorzej – za dużo kombinowania w wykonaniu dowódców. Drugie starcie można było szybciej rozpocząć co być może byłoby na naszą korzyć. Ale to takie gdybanie co by było, gdyby…. Ja się bawiłem wyśmienicie, nawet zdarzyło mi się poderwać z zalegania i oflankować, kiedy nas przygwoździli do gleby.



Walka przeciw nokto i termo.

Do zdobycia obj 1 było kapitalnie. Bo: dowodzenie, sposób dowodzenia, agresja natarcia, podtrzymywanie ducha natarcia przez d-ców – Ty nam szefowałeś (byłem w Charcie) – udzielało się nam w zespole, było wszystko – słuchaliśmy się nawzajem dawaliśmy sobie wsparcie, asekurację, krzyczeliśmy na siebie żeby być w ruchu, nie zalegać, itd. Wszystko git, kapitalnie mi się grało. Kiedy ruszyliśmy na obj 2 do momentu kiedy dostaliśmy ostrzał z zagajnika z lewej flanki , kiedy zaczaiłem się na wroga i go ostrzelałem niestety zostałem sam, bo oddział pobiegł do przodu, zostałem odcięty. Próbując się do was przebić wszedłem na zespół z nokto i jednego skillowałem nożem, co zostało poddane w wątpliwość bo jedna ręka, a miało być dwiema… potem 2-gi kolega z nokto do mnie strzelił jak kończyliśmy dyskusję – w tym miejscu uwaga – może warto na przyszłość, szczególnie przed nocnym starciem przypominać zasady nifekilla. Druga sprawa tak naprawdę to do tego kontaktu doszło przez przypadek, bo myślałem że to są „nasi” dopiero kiedy kiedy położyłem rękę na tym z nokto zobaczyłem ze jeszcze jest ich dwóch, zapytałem o hasło ( miało być z wulgaryzmem) nic nie powiedział, więc musiałem coś zrobić – to zrobiłem, może nieudolnie, ale coś zrobiłem. Gdybym widział że jest ich trzech nie zbliżałbym się tylko otworzył ogień – chodzi mi o to, że chyba powinniśmy być jakoś oznaczeni np. kolorową taśmą na ramieniu. Podobnie było w niedzielę – było dużo trafień f-fire.

W nocy za ciemno na rozpoznanie w dynamicznej sytuacji, w dzień za dużo ludzi w jednym miejscu akcji. O pomyłkę bardzo łatwo. Ja tak dostałem, i wielu innych m.in. Hubca tak dostał.



Niedziela. Pierwsze dwa patrole, rozpoznania były słabe. Chodziliśmy tam i z powrotem bez sensu J. Można tu było dać coś więcej do zrealizowania, np. z kontaktem, może bez wymiany ognia, ale coś dokładniej rozpoznać.

No ale po dłuższym leżakowaniu przy bramie wjazdowej ośrodka doszło wsparcie i poszliśmy do asfaltówki i w lewo. Za chwilę kontakt i wchodzimy w las , idziemy równo tyralierą , jest robota, trzymamy się drużyną razem jest głośno, d-ca wydaje polecania, wzajemnie się mobilizujemy, spychamy przeciwnika do domku, jako jeden z pierwszych flankuję z prawej i likwiduję kilku przeciwników i w pewnym momencie katem oka widzę charakterystyczne brązowe polary – myślę sobie dobrze jest wsparcie bo z mojej drużyny chłopaki zostali przed domkiem. I w tym momencie mimo tego że prowadzę wymianę ognia z przeciwnikiem który chowa się wokół domku dostaję serie po plecach od chłopaków w brazowych polarach. No żesz, qrwa… itd. Drę się że swój ale po zawodach. Obok stoi Vlad w kamizelce obserwatora i się patrzy jak opieprzam tych co mnie odwalili. na koniec przypomniało mi się o medykach i drę ryja - dawaj medyka, a tamci, że nie mają, na to Vlad do tego co mnie odwalił – Ty go zastrzeliłeś? No to mianuję Cię medykiem, opatruj go!! A tamtego zamurowało, a Vlad dalej – no bandażuj go ( a cały czas jest akcja dookoła i konkretna ) , a tamten, że nie ma opatrunku, na to ja, że ja mam, a Vlad do mnie kładź się i leż , a ty chodź tu i go bandażuj.

No więc przyglebiłem i czekam, tamten przybiegł zdjąłem replikę, zdjąłem kamizelkę, kolega mnie owija ale ręce mu się trochę trzęsą , Vlad podchodzi przykuca i mówi, że specjalnie zrobił taką improwizację, żebyśmy wiedzieli ile czasu to zajmuje, że nie jest wcale takie proste. No i miał rację Vlad. Opatrzył mnie i poleciał do swoich, ja wstałem podpiąłem replike i padł sygnał, że koniec akcji. Wracam pod domek bo tam ostatnio widziałem moich i są, Hubca się bandażuje bo też f-fire dostał.



I tu znów – podobnie jak w nocy – trudno w akcji rozpoznać swoich, jeśli się jest w improwizowanej sekcji. A nawet jeśli jesteś całym zespołem i znasz po sylwetkach chłopaków to i tak może ci się pomylić inny zespół i możecie się wziąć za przeciwników. Więc ponownie pojawia się uwaga – uważam, że oznaczenie przeciwnych zespołów musi być.



Przegrupowanie, idziemy dalej. Michał szefuje. Charcie zostaje w odwodzie bo jest nas najmniejszy zespół nawet z Hubca i Eskalonem. Mamy pilnować Michała jako d-cę. Pozostałe drużyny idą do przodu, jest kontakt. Zaczyna się wymiana. Stoimy przy skrzyżowaniu, i delikatnie idziemy w stronę wymiany. W pewnej chwili Hubca z Eskalonem wyrywają do przodu. Ja i Blade patrzymy na Michała pytająco, a ten odp. żeby ich zostawić, bo oni tak lubią…



Tu moja uwaga: to była bardzo słaba ( żeby nie nazwać po imieniu: chujowa sytuacja, bo jesteśmy sekcją 6 osobową odwodową, naszym zadaniem jest chronić d-cę, a ten d-ca puszcza wolno 2 ludzi z tej sekcji bo oni lubią…. Ja też lubię postrzelać i to bardzo i mimo tego że w wojsku nie byłem nie rozumiem decyzji Michała. Może jeszcze za mało wiem, umiem, ale nijak, tego nie kumam.



Zostaliśmy we czterech i pilnujemy. Podszedł ktoś ( nie znam ksywy) do Michała i mówi żeby nas wysłał do akcji, więc polecieliśmy za Hubcą i Eskalonem, żeby dać im wsparcie, bo pomysł mieli dobry – flankowanie, więc ich doszliśmy i w sile 8 podjęliśmy wymianę, z tym że Kociaki znów odbiły w prawo i się rozdzieliliśmy. I teraz wydarzyła się bardzo ciekawa dla mnie sytuacja : wymiana ognia, przeciwnik ma przewagę luf, przykrył nas. Staram się zmieniać pozycję, ale dostaję. Krzyczę do swoich, dostałem, medyk licząc, że zrobimy podobnie jak przy domku, ale moi odpowiadają, że mają 10 min na pomoc. W tym momencie ogień jakby zelżał i jest dobra chwila, żeby mnie opatrzyć, więc wołam dawaj medyka. Słyszę, żebym czekał, głośno myślę, na co, kurwa?? Ucichło więc mnie ratujcie J i w tym momencie przeciwnik ruszył i wyparł z pozycji kolegów, ja z kamizelką trupa leżę i nie wierzę, że mogli mi pomóc ale nie pomogli…. Dobra, założyłem kamizelkę na siebie oparłem się o pieniek, siedzę, czekam i myślę nad tą sytuacją, trochę mi było nieswojo, że mnie zostawili. Siedzę i czuję jak mnie cos w głowę uderzyło, za chwilę znów i znów, odwracam głowę, wstaję i pytam, czy jest ślepy, nie widzi kamizelki, a tamten mi odkrzykuje, ze rannych się dobija…no w mordę…. Niezły cyrk.



Tu uwaga – tak sobie myślę, że może warto rozważyć szersze szkolenie z podstawowej medycyny taktycznej i przypominać ludziom, żeby starać się nie zostawiać swoich. To chyba ważne, nawet bardzo.



Posiedziałem 3-4 minuty wszyscy pobiegli do przodu słychać dobrą zabawę, a ja tu siedzę i umieram... nie, uznałem, że zrobiłem respa i wracam do akcji. Dogoniłem akcję i widzę Kociaki z prawej str nad takim dołem, wąwozem, a przede mną przeciwnik. Ostrzelałem, trafiłem. Hubca ostrzega z daleka że zaraz za dołem na górce w tym młodniku się czają, jednak chyba zmienili pozycję, bo nikt do mnie nie strzela. Trafiam na swoją ekipę, co mnie wcześniej rannego zostawiła i widzę dostają niezły ostrzał, jeden dostał dwóch odskoczyło na boki a z górki wali do nich 3-4 wrogów. Ostrzelałem ich i podbiegłem do rannego i ewakuowałem spod ognia. Za chwilę padł sygnał kończący grę.



Podsumowując impreza niezwykle pouczająca. Usystematyzowałem sobie kilka podstawowych spraw: formacja, poruszanie się i zmiany w marszu w formacjach, zerwanie kontaktu, psychologiczne aspekty natarcia w dzień i w nocy. Walka nocna , poruszanie się w nocy. Przejmowanie inicjatywy, dowodzenie – bardziej z obserwacji, ale z niewielkim swoim doświadczeniem.

Jakoś nie przeszkadzały mi wtopy związane z poślizgami czasowymi, bardziej wkurzało mnie, kiedy kończyły się poszczególne zajęcia.

Moje oczekiwania zostały spełnione. Otrzymałem to po co przyjechałem.



Sugestie dla orgów:



Zdecydowanie oznaczenie przeciwnych ekip, musimy się rozpoznawać !!!!!



Selekcja materiału i wcześniejsze przygotowanie instruktorów, żeby nie przeładowywali teorią swoich paneli, tylko z uwagi na ograniczenia czasowe skoncentrowali się kilku tematach i je w miarę dobrze przepracowali z kursantami,



Szkolenie z podstaw medycyny taktycznej dla wszystkich, bo napierdalać się, „zabijać” każdy jakoś potrafi, a ratować kolegów z zespołu już nie za bardzo a szkoda….



Kłaść do głowy wszystkim, przed każdym zadaniem, że jesteśmy zespołem a zespół nie zostawia się swoich rannych, bo to słaba sprawa, tak się nie buduje dobrego, wysokiego morale.



Kolejne snafu w czerwcu. 10go będę tydzień po operacji kolana. Biegać raczej nie pobiegam, ale skoro mój kolega wyszedł ze szpitala 3 dni po operacji panewki st. biodrowego i wszczepieniu endoprotezy i o kulach chodzi, to myślę, że jeśli byłaby taka możliwość, to bardzo chętnie popracowałbym w sztabie. Na pewno będziecie mieli roboty od cholery. Chętnie się przyuczę roboty sztabowej.
31-03-2017, 08:30 AM
Vlad
Fast & Furious
*****

Liczba postów: 1,841
Liczba wątków: 80
Dołączył: Oct 2009
Offline
#2
RE: Recki nieoficjalne
Bardzo ciekawa recka. Oby takich więcej i nie koniecznie dlatego że "mocno mnie" gość opisał a zwrócił uwagę na ciekawe aspekty sprawy.

Zdecydowane ma racje co do opatrywania. W niedzielę obserwowałem zachowanie graczy pod tym kątem. Musiałem, a szkoda "uśmiercić" gracza ze względu na zrolowany mocno bandaż. Powinniśmy tą kwestię jeszcze przedyskutować z gronie ORG.
31-03-2017, 05:39 PM


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Kontakt | Red Towers | Wróć do góry | | Wersja bez grafiki | RSS